Basil Malof – 2

W roku 1913 Malof poślubił Barbarę Kowalewską, która nawróciła się podczas jego kazania. Była ona głęboko duchową osobą, w całkowitej harmonii z ideałami jej męża. Ich dziesięciu synów i trzy córki okazały się godne ich bogobojnych rodziców.

Kiedy zauważymy, jaki napięty program zajęć miał ten zdobywca dusz, by szerzyć Ewangelię, można pomyśleć, że w wyniku tego ucierpiało jego życie modlitwy. Czas przeznaczony na sen ograniczył do minimum. Z jego pism wynika, że modlitwa była dla niego najważniejsza:

„O godzinie pierwszej w nocy jestem sam w pokoju. Zacząłem mówić do mojego serca i do Boga. W tym obcym miejscu, oddzielony od moich bliskich, czuję się samotny. Jednak cieszę się bardzo, że mogę mówić do Boga. Wziąłem ten werset do mojego serca, jako zachętę i obietnicę; ‘gdzie grzech się rozmnożył, tam łaska jeszcze więcej obfitowała’ (Rzym. 5:20). Myślę czule o rodzinie i modlę się o każdego z nich.

Pierwsza w nocy. Ach, mój niebiański Ojcze, wreszcie jestem sam na sam z Tobą. Teraz proszę o pomoc Twojego Ducha, bym mógł się modlić potężną modlitwą wstawienniczą za moją kochaną Rosją i Słowianami. Niech w czasie tej modlitwy potężnie działa we mnie Duch.

Przez kilka dni mój umysł był zajęty wielu ważnymi sprawami duchowymi. Uświadomiłem sobie coraz większą potrzebę modlitwy. Chrystus powiedział, ‘Beze mnie nic uczynić nie możecie’ (Jan 15:5). Absolutnie nic. Często podejmujemy się wykonywania służby chrześcijańskiej tak, jakbyśmy mogli to zrobić bez pomocy Boga i Jego błogosławieństwa. Nie wolno mi być tak zajętym, bym nie mógł się modlić. Biblia mówi; ‘Nie macie, bo nie prosicie’ (Jakub 4:2). Uczniowie ciężko pracowali całą noc, ale nic nie złowili, bo próbowali to robić bez Chrystusa. Po krótkiej, porannej społeczności z Chrystusem, złowili 153 wielkie ryby!

Dzisiaj wieczorem znowu spotkałem się z Bogiem. Chwała Jego świętemu imieniu! Rozmyślałem o drugim rozdziale listu do Filipian. Mocno przeżyłem słowa ‘Takiego bądźcie zrozumienia’. Chcę mieć zmysł duchowy. Zmysł duchowy jest automatycznie zamykany na wszelkie zło, a otwiera się na sprawy dobre i święte.

Pierwsza w nocy. Teraz ja, najmniejszy ze wszystkich sług Chrystusa, polegając na łasce i pomocy Pana, chciałbym zacząć czas usilnej modlitwy i postu, by uniżyć się przed Bogiem”.

Uwagę Malofa zwróciła Moskwa, z 1600 kościołami prawosławnymi, więc wynajął dużą salę, w której rozpoczął działanie. W krótkim czasie została zorganizowana mała grupa wierzących, a ich wpływ zaczął się zaznaczać na całą dwumilionową ludność. Jednak pastor wkrótce musiał się przekonać, że „zgorszenie krzyża” nigdy się nie skończy. Kiedy przybył do Moskwy, by głosić Ewangelię, wręczono mu gazetę, w której na pierwszej stronie było wydrukowane wielkimi literami w czarnej obwódce ostrzeżenie ze słowami: „Miasto Moskwa jest atakowane przez arcyheretyka, księcia demonów, Basila Malofa”. Poniżej był zakaz uczestniczenia w tych nabożeństwach członków kościoła narodowego. Czarna obwódka notatki w gazecie była subtelnym sposobem ogłoszenia, że Malof jest już martwy. Był to dla niego szok i wielkie wyzwanie.

Malof stawił czoła temu wyzwaniu całodzienną modlitwą. Idąc do sali zgromadzeń tego wieczora, spodziewał się niewielu lub nikogo, ale kiedy otworzył drzwi, zdziwił się niezmiernie, gdyż zobaczył audytorium zapełnione do ostatniego miejsca. Ciekawość zobaczenia „arcyheretyka” spowodowała, że ludzie nie słuchali autorytetu duchownych. Chociaż wielu z nich ściskało w rękach ikony i robiło znak krzyża, by uchronić się przed diabłem, uważnie słuchali kazania Malofa na temat 1Kor. 1:22,23 – „Podczas gdy Żydzi znaków się domagają, a Grecy mądrości poszukują; my zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego, dla Żydów wprawdzie zgorszenie, a dla pogan głupstwo”.

W odpowiedzi na zaproszenie, by skorzystali ze „źródła otwartego... na oczyszczenie grzechów i nieczystości” mężczyźni i kobiety w całej sali zaczęli płakać i setki z nich upadło na kolana pod mocą Krzyża. Co najmniej sześćdziesiąt osób nawróciło się i bezprecedensowe przebudzenie nawiedziło miasto. Powstał pierwszy zbór baptystów w Moskwie, a jego wpływ był wkrótce odczuwany w całym imperium, gdyż chrześcijanie odpowiedzieli na wezwanie macedońskie, „Przyjdź... i pomóż nam”.

Przeżycia tych lojalnych naśladowców Jezusa dorównywały, jeżeli można tak powiedzieć, przeżyciom uczniów w pierwszym kościele, którzy szli wszędzie z Ewangelią. Dotkliwe zimno Syberii, wtrącanie do ciemnych więzień i niebezpieczeństwo śmierci, nie powstrzymały tych zdecydowanych nowo-nawróconych przed wypełnianiem ich zadania, by zanieść światło z Nieba dla ludzi pogrążonych w duchowej nocy.

Również Malof nie czekał długo na jad kościoła narodowego. Zaproszony przez arcybiskupa, który, by odwrócić jego uwagę od jego pracy, zaoferował mu stanowisko biskupa. Malof uśmiechając się, odpowiedział; „Wasza Ekscelencjo, gdybyś mnie zrobił papieżem, to może bym się zgodził”. Jednak żaden uśmiech nie pojawił się na twarzy tego dygnitarza, który rozkazał; „Wyjdź z przed mojego oblicza, ale wiedz, że za swoją decyzję będziesz drogo płacił”.

Za kilka dni, kiedy Malof prowadził spotkanie modlitewne w Domu Ewangelii, jeden z obecnych podszedł do niego ze słowami, „Pastorze, czeka na ciebie policja”. Będąc posłuszny poleceniom wraz ze swoją młodą żoną, otrzymał dokument, w którym było napisane: „Z rozkazu policji wojskowej Piotrogrodu, pastor Malof ma być natychmiast aresztowany i umieszczony na Syberii”. Kiedy poprosił o kilka godzin na przygotowanie, szorstka odpowiedź brzmiała; „Tylko dziesięć minut”.

Prosząc Barbarę, by spakowała mu najpotrzebniejsze rzeczy, Malof został odprowadzony przez oficera do więzienia. Tu pożegnał się ze swoją żoną, myśląc z żalem, że to pożegnanie może być na zawsze. Kiedy zapytał, gdzie będzie spał, pokazano mu cuchnącą celę, gdzie trzech mężczyzn, brudnych do granic możliwości, w ciszy i rozpaczy leżało na trzech łóżkach. „Będziesz spał z jednym z nich”, polecił oficer. Przez chwilę Malof pomyślał, że nie potrafi sobie poradzić w takiej sytuacji. Potem, wspominając Zbawiciela, który został ukrzyżowany pomiędzy dwoma złoczyńcami, powiedział do siebie; „Ja też mogę spać między dwoma”.

W tym czasie kościół zaczął się modlić za swoim kochanym pastorem i Bóg ich wysłuchał. Dano mu trzy dni na przygotowanie, jeżeli sam zapłaci sobie za podróż na Syberię. Wyraził na to zgodę, ale pastor Spurgeon Tabernacle w Londynie ogłosił modlitwę wstawienniczą w intencji Malofa i w ciągu dwóch dni „specjalnym dekretem Rady Carskiej zmieniono wyrok skazujący na pobyt na Syberii” i zamieniono na wygnanie z kraju. Wydaje się, że to premier, którego żona uczęszczała na jego nabożeństwa, uprzejmie dał mu dziesięć dni czasu, w ciągu których ten dobry człowiek prowadził nabożeństwa przebudzeniowe, w czasie których wielu wyznało nawrócenie.

Następnie wraz z żoną i trzymiesięcznym synem opuścił Rosję i udał się do Szwecji, gdzie został gorąco przyjęty. Książę Bernadotte, brat króla, był ewangelicznym wierzącym i użył swoich wpływów, by przyznać rodzinie azyl i otworzyć im drwi do działalności chrześcijańskiej.

Wtedy nagle, w czasie I wojny Światowej, szalejącej w Europie, rozeszła się wieść, że marszałek polowy Hindenberg wziął do niewoli 100.000 żołnierzy rosyjskich. Wraz z tą wiadomością Malof przypomniał sobie Boży głos, „Zostałeś oddalony od swoich zborów w twoich kraju, ale Ja przyprowadziłem ci zbór z Rosji”. Jeńcy ci reprezentowali całe imperium i niecodzienna okazja wymagała natychmiastowego działania.

W kwietniu 1915 Malof popłynął do Stanów Zjednoczonych, gdzie jego prośba o pomoc dla jeńców wojennych w Niemczech spotkała się z wielkim zainteresowaniem. Zebrano sto dwadzieścia tysięcy dolarów i rozpoczęto intensywne przygotowywanie literatury w języku rosyjskim. Jeńcy otrzymali traktaty i części Ewangelii, a kiedy skończyła się wojna, tysiące nawróconych powróciło do swoich domów, by ewangelizować.

Okazało się, że w tym czasie powstało 800 nowych zborów baptystycznych w kraju, który był już Rosją komunistyczną. Przebudzenie ogarnęło w ciągu dziesięciu lat cały kraj, aż komunistyczny komisarz do spraw edukacji, podległy Leninowi, powiedział, że od czasu rewolucji bolszewickiej liczba ewangelicznych chrześcijan wzrosła z 10.000 do 6.000.000. Prawdopodobnie wysiłki Malofa w ewangelizowaniu rosyjskich jeńców wojennych spowodowały wzrost królestwa Bożego wśród Rosjan bardziej, niż wszystkie inne jego działania.

W czasie pobytu w Ameryce Malof, ku swojemu zasmuceniu, był zmuszony do przyłączenia się do modernistów baptystycznych. Jego marzeniem było założenie fundamentalnej szkoły dla młodych mężczyzn w Stanach Zjednoczonych, którzy po jej ukończeniu mogliby zanieść Ewangelię do Rosji. Przemawiając na letniej konferencji w D.L. Moody Northfield, Massachusetts, otrzymał na ten cel pięć tysięcy dolarów. W krótkim czasie mógł nabyć posiadłość w Filadelfii. Po trzyletnim szkoleniu, na początku roku 1920, dwudziestu trzech pastorów, z Malofem, popłynęło do Europy Wschodniej.

W tym czasie rząd carski został obalony i utworzono komunistyczny Związek Radziecki, w którym władza kościoła prawosławnego została złamana. Nowy rząd sowiecki, całkowicie przeciwny chrześcijanom ewangelicznym, rozpoczął nieludzkie prześladowania. Wielu uciekło z kraju, a niezliczone rzesze przypłaciły swoje świadectwo własną krwią. Sam Malof nie mógł wrócić do Rosji, ale Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa i Polska, na mocy porozumienia po I wojnie światowej, były niepodległe. One, wraz z Czechosłowacją i Rumunią tworzyły tak zwane państwa graniczące z Rosją.

Wszystkie były otwarte na Ewangelię i w Warszawie otwarto centralę ewangelizacyjną, znaną, jako Rosyjskie Towarzystwo Misyjne. Zainteresowanie narodów słowiańskich wzrastało gwałtownie, dlatego też powstawały biura Towarzystwa w dużych miastach po całym świecie. Niektórzy pastorzy byli przemycani do samej Rosji.

Wysiłki pastora Malofa, by dotrzeć z Ewangelią do jego narodu, były heroiczne. Wydrukował 60.000 rosyjskich Biblii, największy nakład do tego czasu. W gazetach wydawanych w języku rosyjskim były drukowane kazania takich mężów Bożych, jak Spurgeon i D.L. Moody.

W Rydze otwarto Instytut Biblijny dla czterdziestu lub pięćdziesięciu studentów. By sprostać potrzebom i przygotować kompetentnych pracowników, Malof przekonał szkoły na wyspach brytyjskich, by przyjmowały młodzież słowiańską.

Spora liczba zborów została otwarta na Łotwie i dwa duże w Rydze, gdzie duch przebudzenie działał prawie stale. Kiedy w roku 1939 armia rosyjska weszła do tego kraju, wolność religijna skończyła się natychmiast. Wielu chrześcijan zapłaciło za swoją wiarę najwyższą cenę, wśród nich brat Malofa, Robert, którego zamordowano na Syberii.

Malof był w czasie tej inwazji w Ameryce. Chociaż złamało mu to serce, jednak używał wszelkich możliwych środków, by dać nadzieję w serca swoich rodaków. W Waszyngtonie zorganizował Rosyjskie Towarzystwo Biblijne. W Biblii umieścił 200 stronicowy „przewodnik”, wyjaśniający powstanie i przetrwanie Pisma Świętego, oraz analizę doktryny chrześcijańskiej. Włączył w to również 75 pieśni ze słowami i muzyką. Tylko Bóg wie, jakie bogactwo błogosławieństw przyniosły te Biblie dla wierzących, kiedy rozpętano sztorm ateizmu i prześladowań, które zagrażały podstawom ich wiary.

Jednak nawet najbardziej odważni żołnierze Chrystusa muszą kiedyś skończyć walkę i odłożyć swoją zbroję. Po zwycięskiej kampanii wśród Słowian w Kanadzie, pastor Malof zakończył swoją walkę w Berkeley, w Kalifornii, w sierpniu 1957r. i usłyszał słowa swojego niebiańskiego dowódcy: „Dobrze, sługo dobry i wierny”.

Po jego śmierci pewien biograf wybrał z gazet i pamiętników pewne cytaty, które wskazują na czystość wizji i bezkompromisowe przedstawianie prawdy, które charakteryzowały kazania Malofa.

Następujące wyjątki z pracy pod tytułem „Uczniostwo” wskazują, że Malof nie próbował maskować surowych wymagań, jakie uczniostwo stawiało.

„Co znaczy, być prawdziwym uczniem Chrystusa? Czy tylko należy wierzyć? Nie!. To coś o wiele więcej. Wiara w Chrystusa? Tak!, ale to jeszcze coś więcej. Jesteśmy zbawieni z łaski, nie z uczynków; ale być zbawiony, a być uczniem, to dwie różne rzeczy. Prawdziwe życie chrześcijańskie, to życie w zaparciu samego siebie, odrzuceniu wszystkich osobistych korzyści i wyzwolenie ze wszystkich świeckich pułapek.

Jeżeli kiedykolwiek ktoś był święty, to był to Daniel. Mimo to, on również wyznawał swoje grzechy. To nie była wiara łatwa i wygodna. My tu w Ameryce uczyniliśmy życie ewangeliczne bardzo łatwym, głosząc, ‘tylko uwierz i już jesteś chrześcijaninem’. Drodzy przyjaciele, wiara jest rzeczą niełatwą. Wiara rewolucjonizuje życie. Normy Chrystusowe są wysokie. Wymagania Chrystusowe są w dzisiejszym Kościele prawie zapomniane.

Ewangeliczne poselstwo, głoszone w Ameryce Północnej, „nie rób nic, tylko wierz’, stworzyło słabe, łatwo dostępne i zniewieściałe chrześcijaństwo, bez głębi i wysokości. Jest to wiara łapiącego motyle. Tu nie ma potrzeby postu i modlitwy! Filozofię przeciętnego kościoła charakteryzują słowa pewnego refrenu „Wystarczy krótka rozmowa z Jezusem”.

Nasi studenci teologii są dzisiaj wprowadzani do homiletyki i dogmatyki, ale czy są uczeni przez ich profesorów, że tylko ukrzyżowany kaznodzieja może głosić ukrzyżowanego Chrystusa? Zaiste, obecne, nowoczesne chrześcijaństwo jest pod groźbą poselstwa z księgi Amosa 6:1 - ‘Biada bezpiecznym na Syjonie’. Pomyślcie jednak o naszym Odkupicielu, który po trudach całego dnia spędzał całe noce na modlitwie. Pomyślcie, jak On wstawał wcześnie rano i spędzał godziny w społeczności z Ojcem. Istnieje przekaz o apostole Jakubie, że jego kolana były twarde, jak u wielbłąda, od przebywania na kolanach w modlitwie. Jaką parodią jest dzisiejszy standard uczniostwa w porównaniu z tym, który jest opisany w Nowym Testamencie”.

Bóg nie jest zainteresowany ludzkim sprytem. On jest zainteresowany bogobojnością. Święty nie krytykuje osób; on zajmuje się zasadami. On nie nienawidzi ludzi niesprawiedliwych, ale nienawidzi niesprawiedliwości. Jeżeli człowiek przestaje być dziwny, to w jego chrześcijaństwie jest coś dziwnego.

Jednym z podstawowych braków chrześcijan ewangelicznych jest nastawienie; „Ja już to mam”. Takie podejście unieruchamia duchową ambicję dążenia do rzeczy wyższych i lepszej doskonałości. Dziecko musi rosnąć i rosnąć, aż dojdzie do dojrzałości, ale kiedy dojdzie do dojrzałości, teraz już mężczyzna lub kobieta, musi dalej rozwijać się umysłowo, moralnie i duchowo. Gdyby dziecko w wieku dwunastu czy czternastu lat powiedziało; „Ja już to wiem”, już doszedłem tam, gdzie chciałem być” i w jakiś sposób, na życzenie mogłoby zatrzymać swój rozwój, byłoby niedorozwiniętym karłem.

Dokładnie tak jest z wieloma chrześcijanami dzisiaj; doszli do pewnego poziomu, mieli jedno czy dwa przeżycie chrześcijańskie i wtedy stali się zadowolonymi z siebie i zatrzymali się w chrześcijańskim rozwoju. W taki sposób kościoły są pełne skarłowaciałych chrześcijan, którzy nie rosną duchowo. Oni uważają, że doszli do ostatecznego celu w doskonałości chrześcijańskiej. Mogą pozornie odrzucać takie stwierdzenia w słowach, ale ich całe życie i nastawienie jedynie to potwierdza. Nie ma w nich dążenia do przechodzenia na wyższy poziom, do większych osiągnięć. Z powodu takiego poziomu umysłowego Kościoła, nie dzieje się nic nadzwyczajnego.

źródło: http://www.oblubienica.eu